 |

|
Rubinowe wspomnienia Asi Niemunis-Sawickiej
- Hej żeglarze. Gdzie się wybieracie w ten weekend? -pyta dla samego pytania kumpel z pracy
- Do Częstochowy.
- To teraz Częstochowa leży nad Bałtykiem-śmieje się protekcjonalnie.
-Jedziemy na pielgrzymkę żeglarzy na Jasna Górę? ( sama nie wierzę że tak brzmi "tytuł" naszego wyjazdu
-Dobra, dobra. Nie gadaj mi tu takich. Po pierwsze żeglarze na pielgrzymkę to chyba płyną, a pod Jasną Góra nie widziałem portu, a po drugie nie wiedziałem że jesteście tak zaangażowani w ruch religijny.
- Lekko przesadziłeś. Na serio jedziemy na Jasną Górę. A tak zupełnie serio to spotykamy się z naszymi przyjaciółmi posłuchać szant "u Najświętszej Panienki". Pomysł też nas trochę dziwi ale przecież jak mawia kapitan Waldemar "nie ważne gdzie i nie ważne na czym, ale ważne z kim płyniesz"
Nasi niedawno poznani znajomi Agnieszka, Stefan i Paweł organizują jakieś spotkanie szantowe na Jasnej Górze z Markiem Szurawskim. Nie odmawia się przyjaciołom, a w dodatku ciekawość może zawieść mnie nawet do Częstochowy.
Z tego, co wiem będą grać niezłe zespoły. Jedziemy i na pewno będziemy się dobrze bawić.
- Serio? We wszystko uwierzę, ale nie w szanty na Jasnej Górze. A jak wy tam napijecie się piwa?
- Dajmy szansę życiu, jak mawia Stefan. Jeżeli mogę zimą jechać do Krakowa na szanty, to Częstochowa w lipcu wydaje się mniejszym wyczynem. Najpierw spotykamy się w Poraju w jakimś ośrodku a stamtąd do Olsztyna i 12 km na piechotę na Jasna Górę
Jak powiedzieliśmy tak robimy. Tłuczemy się latem pociągiem z Martyną i Sławkiem przez cała Polskę. Lądujemy pod Częstochową, wiedząc głównie, że się spotkamy ze świetnymi ludźmi. Popływaliśmy już ze sobą trochę i wiemy, że na pewno będzie fajnie ( słowo wytrych, jak nie wiadomo co powiedzieć). Tylko jakoś nie wiemy gdzie w tym wszystkim jest Jasna Góra. Trudno sobie wyobrazić wszystkich tych "rozrywkowych" ludzi, których znamy z rejsów lub ze scen "Shanties" w Krakowie i Contrastu w Gdyni że....właściwe, że co?
Początek wspaniały. Śniadanie w Poraju. Nasi przyjaciele śpiewali do rana, a mimo to jacyś tacy wypoczęci ruszyli do Olsztyna. A stąd wyrusza zreformowana samochodowa Pierwsza Piesza Pielgrzymka Żeglarzy z Olsztyna (pod Częstochową) na Jasną Górę. Wyczyn nie mały, bo 12 km....samochodami. Jak powiada kapitan Mieczkowski "gdybyśmy chcieli chodzić, to byśmy się zapisali do piechoty, a nie do Marynarki". A to przecież pielgrzymka żeglarzy a nie piechurów. Ruszamy na zwiedzanie Jasnej Góry. W dalszym ciągu nie wiemy (my żeglarze i "przyjaciele"), jak to ma wyglądać. Bezgrzesznie (tak się nam wydaje) popijamy napoje o różnej "procentowości" w knajpeczkach Częstochowy zawiązując coraz to nowe znajomości z żeglarzami spod Jasnej Góry i umacniając te, które zawarliśmy wcześniej
W końcu wiemy trochę więcej- O 16.00 będzie Msza a później koncert w Sali ks. Kordeckiego.
I tu największa niespodzianka świata, a przynajmniej tego spotkania. Mamy prawo wejść "za kratę" Dla niewtajemniczonych to miejsce najbliższe ołtarza i obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej Królowej Polski. Dla ludzi prostego serca i ducha, jakimi są żeglarze taka bliskość okazuje się niesamowicie przejmująca. Stoimy tam przejęci do szpiku kości. Kręci mi się w głowie z przejęcia
(i tej wersji się trzymajmy). Msza jak to msza ale muzyka nietypowa dla tego miejsca a typowa dla nas. Śpiewa Gdańska Formacja Szantowa "Ucieczkę grzesznych" czyli "Chodziła Matka Boska po Morzu". Niewtajemniczeni jeszcze tego nie znają, ale jak oni to grają . Serce rośnie. Najświętsza Panienka słucha, a my garstką stoimy tuż u jej stóp. Ksiądz mówi kilka mądrych słów o morzu, o ludziach o sztormach i Bogu-Kapitanie. Trudno się skupić na słowie. Za to śpiew. Ach! To jest dopiero modlitwa; "kto śpiewa, ten dwa razy się modli". Śpiewają chłopcy o "..grzesznikach wypływających na głębiny, z sercami grającymi, jak orkiestry..". Józek Kaniecki gra na skrzypcach, Jurkiel na gitarze, Jacek na akordeonie; Waldek-śpiewa. Ryczące Dwudziestki śpiewają pięknymi głosami pieśni uznane za religijne. Nie wiem jak tam Najświętsza Panienka, ale ja miałam łzy w oczach, jak każda "prosta baba", gdy się wzruszy.
Po mszy koncert w Sali ks. Koreckiego. Sala duża o trudnej do opanowania akustyce, a jednak Wojtek ze spokojem nieźle nagłaśnia wszystkie zespoły. Jest kilka niedociągnięć ale przecież nie ścigamy się o "Złotą Palmę Doskonałości"
Siedzimy, albo na krzesłach, albo na podłodze i słuchamy swoich ulubieńców. Siedzenie na podłodze może nie jest wygodne ale na koncercie szantowym wydaje się być bardziej naturalne. Zaglądają do sali pielgrzymi myśląc, że to koncert muzyki religijnej. Czy aż tak bardzo się mylą? Widownia zapełnia się w końcu ponad połowę rzędów. Koncert zaczyna Gdańska Formacja Szantowa "Ucieczką grzesznych". Muzyka Józka Kanieckiego do słów K.I. Gałczyńskiego wygrała konkurs ogłoszony przez organizatorów. Wygląda na to, że ten "Rubin" to poważne przedsięwzięcie. Skromni, nic nie mówiący Agnieszka, Stefan i Paweł zorganizowali wszystko. Oblekli w prawdziwe kształty zamysł Marka Szurawskiego o Śpiewaniu Pieśni Morza. Jaki jest początek idei wie "Wielki Siurawa" i Stare Dzwony.
Tak też Marek Szurawski swoim głębokim, znanym wszystkim głosem prowadzi koncert i opowiada o Spotkaniu z Pieśnią Morza w Liverpoolu. Przez koncert żeglujemy ze Starymi Dzwonami, Ryczącymi Dwudziestkami , Drake'ami i Czterema Na Keję, Andrzejem Koryckim i Dominiką Żuchowską, zespołem Kaszuby ( bo któż jest bliższy morzu w Polsce, niż Kaszubi),ks Józefem (choć nie śpiewał).
Na widowni większość to znajomi, żeglarze, wykonawcy-szantymeni, ksiądz Grzegorz, który opiekuje się tą naszą "pielgrzymką", Ojcowie Paulini. A podskakujący i klaszczący żeglarze chyba trochę śmieszą a trochę zadziwiają szacowne mury klasztoru. Koncert dzieli się na dwie części zupełnie naturalnie "Apel Jasnogórski". Na apelu śpiewa Formacja. Wszystko wydaje się niezwykłe i magiczne- espiritu loci .
Druga część koncertu z zadumą płynie dalej łodziami słów Marka, Miry Urbaniak, wspomnieniami o tych co odeszli na wieczną wachtę wyśpiewanymi przez Jurka Porębę, Ryśka Muzaja. Przemieszczamy się tej czasoprzestrzeni dosyć spokojnym repertuarem Ryczących i ulubionymi piosenkami Gdańskiej Formacji. Józek w końcu przedstawia autorskie wykonanie swojej kompozycji do słów Gałczyńskiego. Ale w końcu i klasztor musi zamknąć swoje podwoje.
Z profesjonalnej spontaniczności koncertu przenosimy się do zupełnej spontaniczności czyli jest jak zwykle. Dzięki gospodarzom wydarzenia z zespołu Drake mamy do dyspozycji świetną tawernę w Częstochowie. Noc z piosenką i to nie tylko szantą. Noc z dobrą rozmową; umacnianiem starych i nowych znajomości i oczywiście przyjmowaniem nowych adeptów sztuki picia rumu do Kongregacji WRAK ( oby żyła wiecznie) Śpiewamy do rana. A rano taksówka i
szukamy z Józkiem porannej jajecznicy. Nie pamiętam czy ją znaleźliśmy, a Józek niestety już nie może mi o tym opowiedzieć. Następny dzień nigdy nie jest łatwy, ale przecież "co nas nie zabije to nas wzmocni", więc kilka godzin snu w Domu Pielgrzyma i dobre słowo siostry "Telegrafii" czynią cuda. Mimo deficytu snu jakoś się zbieramy.
O 17 w Parku pod Klasztorem w altance gra Gdańska Formacja Szantowa. Po koncercie ruszamy w drogę powrotną.
Minął kolejny rok i kolejny i tak się potoczyło to nasze "żywotowanie", że zaczynamy czuć się na Jasnej Górze coraz lepiej. Na kolejnym Rubinie sala ks. Kordeckiego zapełniła się niemal w całości, a na IV-ych Jasnogórskich Spotkaniach Szantowych zespoły grają w pięknej Sali Papieskiej. Artyści dobierają repertuar, tak aby był godny Miejsca, ale nie tracił charakteru pieśni morskiej i żeglarskiej. Nieproste zadanie. Pieśni morza to pieśni najeżone słowami o słabościach silnych mężczyzn, o kobietach mało wiernych, o bujnych kształtach statków i barmanek. Pewnie czasem niektórzy chcieliby uchronić "Królową Polski" od słów ogólnie przyjętych za niestosowne, ale przecież "barmanka ... ma jak dzwon". Oj nie takie rzeczy widziała i słyszała Najświętsza Panienka. Oj nie takie.
Tyle się zdarzyło dobrego i złego. Zdążyliśmy odprowadzić na wieczną wachtę Józka Kanieckiego i pożegnać ojca Roberta Łukaszuka
..A tu już "Żuraw" i Monika zaprezentowali nowy projekt koszulek rubinowych 2009, a w Krakowie pojawiły się pięknie wydrukowane foldery o Rubinie.
Na szafce w kuchni, co jakiś czas podświetlam wizerunek "Rubinowej Panienki" w ołowiowym szkle i myślę....ech nie rozpędzajmy się z tą zadumą.
Mieszają mi się już wydarzenia z kolejnych czterech "Rubinów:". Zrezygnowaliśmy z wyczynów fizycznych i przyjeżdżamy na Jasna górę pomijając element pieszej pielgrzymki. Na kolejnych koncertach śpiewają dla nas i z nami Stare Dzwony ( wszyscy razem i każdy z osobna), Gdańska Formacja Szantowa, Drake z wiecznie uśmiechniętym i przyjacielskim Pawłem Hutnym, Ryczące Dwudziestki, Rysiu Muzaj z córką Małgorzatą, Pchnąć w tę łódź Jeża i DNA:, Andrzej Korycki i Dominika Żukowska, Arek Wlizło, Klang, Flash Creep, Marcin Magdziar i każdy z tych koncertów ma swój niepowtarzalny klimat a " za kratą" pod Najświętszą Panienką coraz częściej brakuje miejsca dla żeglarzy; tylu ich przyjeżdża.
Mieszają się kolejne koncerty na Jasnej Górze, ale zupełnie nie miesza mi się wyjątkowa atmosfera tego miejsca i tych ludzi, którzy przyjeżdżają nie tylko po to, by zaśpiewać, ale po to by zaśpiewać w Takim Miejscu. GENIUS LOCI?
Joanna Niemunis-Sawicka
|
 |